Nowotwór u dziecka rozwija się szybciej, ale skuteczniej się leczy

Nowotwór u dziecka rozwija się szybciej, ale skuteczniej się leczy

6 listopada 2017

 Na zdjęciu prof. dr hab. n. med. Jan Styczyński i dr n. med. Wanda Badowska, ordynator Oddziału Klinicznego Onkologii i Hematologii Dziecięcej Szpitala Dziecięcego w Olsztynie i Konsultant Wojewódzki w dziedzinie Onkologii i Hematologii Dziecięcej.

Co możemy zrobić żeby nie przegapić nowotworu u dziecka? Czy pojawiają się nowe metody leczenia? Jakie wyzwania stoją przed onkologią dziecięca? – pytamy prof. dr. hab. Jana Styczyńskiego, Konsultanta Krajowego w Dziedzinie Onkologii i Hematologii Dziecięcej, który w środę gościł z prelekcją w Szpitalu Dziecięcym w Olsztynie.

– Aż 53 nowe zachorowania na nowotwory u dzieci w regionie odnotowaliśmy w ubiegłym roku. W tym roku mamy już 32 zachorowania, czyli prawie tyle, ile w całym 2015 r. Wygląda więc na to, że nie ma już takiego wzrostu jak w 2016 r., ale dobrze też nie jest… Czy taką tendencję obserwuje Pan Profesor w całym kraju?

– W całym cywilizowanym świecie obserwujemy powolny wzrost liczby zachorowań na choroby nowotworowe w przeliczeniu na liczbę mieszkańców. W ciągu ostatnich 20 lat populacja dziecięca w Polsce się zmniejsza, ale sumaryczna liczba nowotworów pozostaje mniej więcej taka sama. Oznacza to że częstość zachorowań rośnie. Ponad 50 nowych rozpoznań w województwie warmińsko-mazurskim w jednym roku to zdecydowanie powyżej przeciętnej z poprzednich lat. Aczkolwiek z tego tytułu nie można na razie wyciągać jeszcze wniosków. Onkologia dziecięca jest dość niszową dziedziną, mającą pewne wahania. W jednym roku jest więcej zachorowań, w innym mniej, dlatego liczy się przedział mniej więcej pięcioletni. Za wcześnie jeszcze mówić, czy na Warmii i Mazurach jest to rzeczywisty wzrost, czy tylko jedno- czy dwuletnie „wahnięcie”. Natomiast, jakby nie było, prawie dwukrotne zwiększenie tej liczby, każe się nad tym zastanowić, ale może jeszcze nie teraz.

– W naszym regionie onkolodzy coraz częściej diagnozują u dzieci złośliwe nowotwory nietypowe dla wieku dziecięcego, np. tzw. nowotwory nabłonkowe i czerniaki, które dotąd były spotykane głównie u dorosłych. Czy to również tendencja ogólnopolska?

– Nie mam jeszcze zbiorczych danych z całego kraju, ale wiem że w niektórych ośrodkach jest podobnie. Niestety, w onkologii zawsze istnieje ryzyko rozwoju jakiegoś nowotworu, pojawienia się nowych zjawisk. Trudno powiedzieć, czy to natura zachorowań się zmienia, czy środowisko, w którym żyjemy, różne czynniki szkodliwe indukują coś nowego. Czy może wynika to tylko z faktu że mamy coraz lepsze metody diagnostyczne. Na przykład coraz więcej nam się zdarza nowotworów o podwójnym utkaniu, mieszanym, które dużo trudniej się leczy.

– Skoro u dzieci większość nowotworów ma podłoże genetyczne, to czy można w uproszczeniu powiedzieć, że jeśli zadbamy o wzmacnianie odporności dziecka, to pomożemy mu uchronić się przed zachorowaniem?

– Choroba nowotworowa jest nabytą chorobą genetyczną. Każdy z nas podlega działaniu wszelkich czynników środowiskowych, np. promieniowania, chemii, czynników zakaźnych, różnych toksyn. Dlatego dochodzi w naszym organizmie do powstawania mutacji. Wyliczono nawet, że każdy człowiek doświadcza iluś mutacji w ciągu dnia. Jeśli mamy sprawny układ odpornościowy, to organizm radzi sobie z tymi mutacjami. Natomiast gdy układ odpornościowy z jakiegoś powodu jest słabszy, patologiczne komórki zaczynają się namnażać. Jeśli mutacja wystąpi w komórkach, które decydują o rozwoju alergii, to się rozwinie alergia. A jeśli mutacja trafi na komórki decydujące o rozwoju chorób nowotworowych, to mamy chorobę nowotworową.

– Czyli żadne dziecko nie może mieć pewności, że nie zachoruje na nowotwór?

– Brutalna statystyka jeśli chodzi o dzieci jest taka, że jedno na sześćset dzieci do 15. roku życia zachoruje w swoim życiu na chorobę nowotworową.

– Czy to prawda, że dzieci łatwiej wyleczyć z choroby nowotworowej niż osoby dorosłe?

– Dzieci szybko się rozwijają, w związku z tym ich nowotwory też się szybko rozwijają, ale jednocześnie wykazują większą podatność na działanie terapii. U dzieci stosujemy większe dawki chemioterapii, przeliczając na masę ciała, niż u osób dorosłych. Dzieci lepiej tę chemię znoszą i uzyskujemy większy odsetek wyleczeń niż u dorosłych, którzy mają słabszą wydolność organizmu.

– Czy pojawiają się nowe metody leczenia, które mogą być nadzieją dla najciężej chorych dzieci?

– Postęp w leczeniu chorób nowotworowych składa się z kilku etapów. Pierwszym bardzo szerokim problemem jest wczesne wykrywanie choroby. Potem szybka diagnostyka i właściwe leczenie. Co roku w Polsce mamy ok. 1400 nowych zachorowań na nowotwory u dzieci, a tych nowotworów jest ponad 20 typów. W związku z tą niedużą – w porównaniu do innych chorób – skalą nie ma szans, by dany kraj mógł właściwie opracowywać postępowanie w terapii. W tej sytuacji większość chorób nowotworowych leczy się według programów międzynarodowych. Problemy zaczynają się wtedy, gdy choroba jest oporna na leczenie albo nawraca. Wówczas wszelkie nowe metody i nowe leki mają znaczenie. Aktualnie w onkologii dziecięcej stosujemy wszystkie uznane, udowodnione co do skuteczności metody, a więc chemioterapię, radioterapię, leczenie chirurgiczne, przeszczepianie szpiku, immunoterapię. Przykładem nowotworu, w leczeniu którego stosujemy wszystkie te metody jednocześnie, jest neuroblastoma. Najbardziej pośród tych metod rozwijają się chemioterapia i immunoterapia. Postęp biotechnologiczny ostatnich dwóch dekad spowodował, że mamy bardzo dużo leków o charakterze przeciwciał monoklonalnych, terapii celowanej, ale są one stosowane w opornych postaciach choroby.

– W mediach spotykamy się z dramatycznymi apelami rodziców o pomoc w zebraniu funduszy na kosztowne leczenie onkologiczne. Czy to oznacza, że nie wszystkie nowoczesne metody leczenia dzieci są refundowane przez NFZ?

– Pojawia się tu problem prawny. Żeby była dostępność do danego leku, to najpierw ten lek musi być sprawdzony i przetestowany w badaniach klinicznych i zatwierdzony przez instytucję lekową. Niestety, ze względu na stosunkowo małą liczbę pacjentów, w onkologii dziecięcej wykonuje się niewiele badań klinicznych. W związku z tym bazujemy na badaniach klinicznych wykonywanych u dorosłych, ale często zdarza się, że jeśli badanie było wykonane dla pacjentów dorosłych, to instytucje regulujące stosowanie leków nie pozwalają na stosowanie ich u dzieci. Najlepszy przykład jest z czerniakiem. Mamy w tej chwili dwa bardzo dobre leki, które są refundowane tylko u pacjentów powyżej 18. roku życia.

– W tej sytuacji pozostaje tylko zbieranie pieniędzy albo organizowanie zbiórek i szukanie pomocy za granicą…

– Mam dość sceptyczny stosunek do tych zbiórek, dlatego że prawie wszystkie tego typu terapie można przeprowadzić taniej w Polsce. Lek w Polsce czy w Niemczech kosztuje tyle samo, ale całe leczenie dodatkowe w Polsce jest dużo tańsze. Przykładowo w ubiegłym roku rodzice z dziećmi chorymi na siatkówczaka, czyli nowotwór oka, jeździli do USA. Ta sama terapia jest prowadzona w Polsce w ramach ubezpieczenia NFZ.

– To dlaczego ludzie jeżdżą za granicę?

– Bo wydaje im się, że tam będzie lepiej. Jestem konsultantem od ośmiu miesięcy i miałem dotychczas tylko dwa uzasadnione wnioski o leczenie dzieci za granicą. Dotyczyły one metod i technologii, które w Polsce nie są dostępne.

– Dzieci chore na nowotwory w Polsce nie czekają na leczenie?

– Nie ma kolejek. Białaczkę diagnozujemy w przeciągu jednej doby, a większość pozostałych nowotworów – w przeciągu kilku dni.

– A jednak często dzieci trafiają na oddział onkologiczny dopiero z zaawansowaną chorobą. Z czego to wynika?

– Niestety, zdarza się, że dziecko, które może być podejrzewane o chorobę nowotworową, ma zbyt długą drogę do ośrodka onkologicznego. Trafia po drodze do ośrodka pediatrycznego albo chirurgicznego, który nie jest nastawiony na diagnostykę nowotworową. Apeluję o wyczulenie nie tylko lekarzy, ale też rodziców, nauczycieli, pedagogów, wszystkich którzy mają do czynienia z dziećmi, by obserwować uważnie ich wygląd i zachowanie i w razie jakichkolwiek wątpliwości jak najszybciej trafić do lekarza. Pełnoobjawowa białaczka może się rozwinąć w przeciągu trzech dni. Natomiast chłoniak potrafi dwukrotnie zwiększyć swoją masę w ciągu doby. Proszę sobie wyobrazić co znaczy w tej sytuacji opóźnienie leczenie np. o cztery dni.

– Te przykłady pokazują, że rzeczywiście musimy być wszyscy bardzo wyczuleni pod tym kątem. Ale gdzie jest granica między wyczuleniem a przewrażliwieniem?

– Nie znaczy to, że teraz z każdym objawem typu chwilowy kaszel, czy gorączka, natychmiast idziemy do onkologa. Jednak niektóre objawy są szczególnie niepokojące: nagłe osłabienie, bladość, nieuzasadnione niczym zmęczenie, pojawiający się guzek, zwłaszcza w obrębie węzłów chłonnych. Najważniejsze jest na początek dokładne zbadanie dziecka przez pediatrę. Dodatkowo badaniem, które może nam dużo powiedzieć, jest usg jamy brzusznej.

– Jakie największe wyzwania stoją przed onkologią dziecięcą w Polsce?

– Po pierwsze należy pracować nad poprawą dostępności, aby pacjenci trafiali do onkologa jak najszybciej gdy jest uzasadnione podejrzenie choroby. Drugi problem to ogólna organizacja ochrony zdrowia dzieci. Prawie wszystkie dziecięce oddziały onkologiczne w Polsce są deficytowe, bo leczenie choroby i jej licznych powikłań jest kosztowne, a procedury są nisko wyceniane. Kolejna przyszłościowa sprawa to diagnostyka z uwzględnieniem genetyki.

– Czy mamy wystarczającą liczbę onkologów w kraju?

– Mamy aktualnie ok. 180 specjalistów onkologii dziecięcej, chociaż część z nich już odeszła z onkologii, bo to jest ciężka praca. Część zbliża się do wieku emerytalnego, więc potrzeba odnawiania kadr ciągle jest. Ale nie ma sytuacji krytycznej jeśli chodzi o personel lekarski.

– Co Pana skłoniło żeby wybrać akurat tę trudną specjalizację?

– Tak się ułożyło. Zaczynałem od pediatrii. Ponieważ klinika, w której pracowałem byłą ukierunkowana na onkologię i hematologię dziecięcą, poszedłem w tym kierunku. Onkologia sprzed 25 lat, czyli z początków mojej pracy i ta obecna bardzo się różnią. W tym okresie wszystkie oddziały onkologii dziecięcej zostały unowocześnione, lepiej wyposażone, stały się oddziałami przyjaznymi dzieciom. Leczenie również jest nowocześniejsze. Mamy w oddziałach psychologów i nauczycieli. Poza tym wszystkie ośrodki onkologiczne współpracują w ramach grup roboczych i towarzystwa naukowego.

– Co dla Pana Profesora jest najtrudniejsze w tej pracy?

– Nie myślę w takich kategoriach. Zawsze zastanawiam się co zrobić, jak rozwiązać wszystkie bieżące sprawy i te sięgające daleko wprzód. Natomiast wielką nagrodą za ten wysiłek jest każdy wyleczony pacjent. Zawsze bardzo się cieszę, gdy po jakimś czasie widzę pacjenta już z własnymi dziećmi. Obecnie ok. 70 proc. wszystkich pacjentów zostaje wyleczonych, ale chcemy żeby było więcej.

Rozmawiała: Agnieszka Deoniziak (Wojewódzki Specjalistyczny Szpital Dziecięcy w Olsztynie)

KOLEJNY ARTYKUŁ

POLUB NAS

[efb_likebox fanpage_url="Wojew%C3%B3dzki-Specjalistyczny-Szpital-Dzieci%C4%99cy-w-Olsztynie-295475063854112" fb_appid="facebook-window" box_width="250" box_height="400" locale="pl_PL" responsive="1" show_faces="1" show_stream="1" hide_cover="0" small_header="0" hide_cta="0" animate_effect="No Effect"]